niedziela, 6 sierpnia 2017

#3 - Ubaw po pachy!

         Poczułam się, jakby ustawili się w kolejce i każdy dał mi pięścią w twarz. Pięć lat temu zaufałam nieodpowiedniej osobie, a teraz? Teraz mam pracować nie dość, że z nim to jeszcze z całą jego bandą, która próbowała mnie zabić?

         To wszystko jest takie popierdolone!

         Przyjaźń?

         On naprawdę tak nazwał ich relację? Może ja po prostu zaczynam wariować. Przez bezsenność i prochy mój mózg przestaje myśleć, słyszeć i widzieć racjonalnie.
Już nie wiem czym w tym momencie różni się wróg od przyjaciela.

           Mam ochotę krzyczeć, a jednak tego nie robię. Mam ochotę się rozpłakać, a jednak tego nie robię. Mam ochotę oddzwonić do ojca i powiedzieć mu, że pierdolę jego przyjaźń z Akatsuki , a jednak....

          - Co takiego wydarzyło się w tym pieprzonym pudle, że nasi najwięksi wrogowie zostali sprzymierzeńcami? - Zapytałam cicho, spokojnie. Mój głos nie drżał, ani nie okazywał żadnej wątpliwości czy strachu.
Chłopaki spojrzeli na mnie, Deidara trzymał mnie mocno za rękę, jakby bał się, że zaraz zemdleję.
         - Pamiętasz ile osób dostało wyrok razem z nami? - Zapytał niepewnie Odyn.

         Jak mogłabym zapomnieć?

          Sasori - pierdolony rudzielec, który chciał mnie usmażyć w swoim teatrze.
          Zetsu - dziwak, ludzie mówią, że jego twarz przybiera zielonkawego koloru, gdy się wkurza. Najlepszy architekt krajobrazu, tworzy ogrody dla wszystkich szych na świecie.
          Tobi - właściciel wesołego miasteczka. Naiwne dzieciaki z rodzicami zostawiali u niego po kilka tysięcy dziennie.
           Oraz on - pieprzony przedstawiciel handlowy, który okłamał, rozkochał i zniszczył życie pewnej nastolatki.

          Przytaknęłam głową, próbując nie dopuścić do siebie wspomnień sprzed paru lat. Poczułam jak w pomieszczeniu robi się coraz duszniej. Brudasy siedzieli cicho z nietęgą miną, jakby za karę musieli tu być.
          - Skaza próbował jednemu z nich połamać parę kończyn, podajże Sasoriemu, ale ten wyskoczył do Przeklętego z propozycją nie do odrzucenia. - Kontynuował siwowłosy. - Na początku twój ojciec miał go głęboko w dupie, ale wtedy właśnie padło jedno słowo. - Zamilkł. Jego mina przybrała dziwnego grymasu, poprawił swoją opaskę na oko i otarł pot z czoła.
          - Mów - rozkazałam.
          - Nieśmiertelność.

          Że co?

          - Dalej nic nie rozumiem - odparłam już łagodniej.
          - Uwierz mi, że my też nie wiemy o co chodzi, ale gdy Przeklęty to usłyszał kazał odciągnąć Skazę od rudzielca i podczas przerwy od prac wewnętrznych zaprosił wszystkich członków Akatsuki, który znajdowali się w więzieniu. Żaden z nas nie słyszał o czym rozmawiali, ale zaraz po tym twój ojciec zagroził, że jak któremuś spadnie choćby włos z głowy ukręci nam karki. - Odyn mówił wolno, ale trochę chaotycznie. Nic mi się nie kleiło w tej sprawie, wszystko było sprzeczne i bez związku.
         - Nie wiemy jaki Przeklęty ma plan, ale od tamtej pory przez pięć lat członkowie Brzasku jedli z nami na stołówce, obrażali tych samych klawiszy, ruchali te same pielęgniarki i wykonywali te same prace wewnętrzne. - Wtrącił się Akira.
         - To wszystko nie ma sensu, ja się nie zgodzę na ten układ! - Podniosłam głos.
         - Enma, skoro Przeklęty tego chce to będziemy współpracować! - Warknął Tetsu.
         - Już, kurwa zapomnieliście o wszystkich wyścigach jakie nam spierdolili? O morderstwie Ryoko? O tym jak... - przerwałam. Nie byłam w stanie jednak wypowiedzieć ostatniego zdania na głos. Mój żołądek automatycznie się zacisnął, a serce zaczęło boleć od nadmiaru przykrych wspomnień.
          - Właśnie! Ja i Enma nie wchodzimy w to, nawet kurwa nie macie pojęcia do czego może być zdolny Orochimaru! - Wtrącił się Deidara.
          - Ty się nie wtrącaj, nie zapominaj, że dalej jesteś członkiem Akatsuki!
          -  Chyba cię już do końca pojebało!
          - Zamknij się, bo przerobię tą twoją śliczną buźkę na kupę gówna. - Akira wstał, ale cofnął rękę, gdy spojrzał na mój wściekły wyraz twarzy. Nie pozwolę, żeby obrażali Deidarę, który jedyny wspiera mnie w tym momencie.
          - Orochimaru, nieśmiertelność? Nie wiem o co chodzi mojemu tacie, ale to wszystko wygląda jak jakiś kiepski żart.- Mruknęłam.
          Nagle usłyszeliśmy jak telefon Odyna znów zaczął dzwonić. Myślałam, że to ojciec, ale siwowłosy wyglądał na zmieszanego.
           - Halo? - Odyn zapytał, wcześniej dając na głośnomówiący.
           - Za halo w mordę walą!!! - Usłyszeliśmy głośny śmiech, który wydawał mi się znajomy. - Pan Przeklęty dzwonił już do was, prawda? Więc ruszcie dupy! Za minutę prześlę wam adres spotkania - I nieznajomy się rozłączył.
           - Kto to, do cholery jasnej niby był? - Warknęłam. Jak na jeden dzień to za dużo dziwnych rozmów telefonicznych.
           - Nie jestem pewien, ale domyślam się, że to może być.... - Tetsu nie dokończył zdania, ponieważ przerwał mu Deidara.
           - JAKIM, KURWA CUDEM, USŁYSZELIŚMY TEN POJEBANY GŁOS?! - Deidara był blady jak ściana. Źrenice miał rozszerzone, a minę jakby zobaczył ducha.
           - Wydawał mi się znajomy... - mruknęłam i rozejrzałam się po wszystkich.
           - Przeklęty mówił, że to bardzo możliwe, że dostaniemy od niego telefon - chrząknęła Odyn drapiąc się po siwej brodzie.
           - Możliwe?! MOŻLIWE?! Niezgodne z naturą!!! - Jeszcze nigdy nie widziałam takiej wściekłości, a zarazem strachu w oczach blondyna.
           - Też nie sądziłem, że to może być prawda, ale...-  Tetsu wziął szluga i mocno się zaciągnął. - To faktycznie był Hidan.
Zamarłam.

          H I D A N

          Hidan?
          Hidan!
          Pierdolony Hidan, którego zabiłam własnymi rękami.
          A raczej szpilkami.

          Wybuchnęłam śmiechem. Łzy napłynęły mi do oczu, a żołądek się zacisnął.
           - BARDZO ŚMIESZNE! Ubaw, kurwa po pachy!!! Już wszystko rozumiem, to od początku jest żart. To całe Akatsuki, Orochumaru, nieśmiertelność i Hidan, tak? Zgrywacie się! Od samego początku, a ja naiwna dałam się nabrać. - Znowu wybuchnęłam głośnym, a tym razem nerwowym śmiechem. Jednak w pokoju nikt inny nawet nie przytaknął. Patrzyli na mnie z grobową powagą.
         - Naprawdę wyglądamy ci na rozbawionych?

~ . ~ . ~

          Dostaliśmy adres. Była to jakaś opuszczona fabryka, gdzie znajdowały się głównie pręty metalowe. Widać było, że miejsce od dawna nic nie produkuje. Kurz, śmieci, brak oświetlenia.
Nie wiedziałam, dlaczego zgodziłam się przyjechać w to miejsce. Dalej uważałam, że to jakiś absurd. Cały ten telefon i spotkanie.
           Niby co, zaraz mi tu wyskoczy Hidan, którego na własne oczy widziałam jak pakują do czarnego worka?

           ABSURD.

           A może całe Akatsuki przyjdzie i przybije z nami piątkę?

          ABSURD.

           - Spóźnieni - w budynku rozniosło się echo, głos był zachrypnięty i drżący, ale mimo tego miałam ogromne ciary na plecach.
           - Mieliśmy mały kłopot po drodze - Odyn spojrzał kątem oka w moją stronę,  a ja dalej próbowałam zobaczyć osobę w ciemnościach, do którego należał wcześniejszy głos.
           - Przeklęty kazał nam przekazać, że to miejsce będzie od teraz wspólną siedzibą Brzasku oraz waszą - i nagle zobaczyłam ognisto-pomarańczowe włosy oraz milion metalowych kolczyków w nieznajomej twarzy. Mężczyzna był wysoki i wyglądał na około 35 lat. Najbardziej jednak zafascynowały mnie jego oczy. Mimo panującej ciemności idealnie mogłam zauważyć wytatuowane białka, które teraz miały fioletowy kolor z czarnymi kręgami.

          Kolejny dziwak, który tym razem zgrywa Popka. 

          - Może byś się najpierw przedstawił? Czy najpierw mamy nauczyć się kultury, do chuja? - Akira, pierwszy odezwał się z grupy, wyraźnie chcąc nauczyć dobrych manier nowego kolegę.
          - Z wielką chęcią - chrząknął. - Pein, wasz nowy przywódca, zaraz obok Przeklętego.

          HA!
          HA!
          HA!

          Parsknęłam głośnym śmiechem.

          Ha! A to dobre!

          Gość porównuje się z moim ojcem?! Ma człowiek tupet, albo jest głupi i nie wie o czym mówi.
          - A ją co tak bawi? - Nagle znikąd pojawiła się znana mi kobieta. Spinka w kształcie róży błyszczała na jej fioletowych włosach, a jej wzrok był zimny i fałszywy.
          - Z tego co nam wiadomo, zawsze była bezczelna - kolejny głos, kolejna osoba. Tym razem zobaczyłam rudą czuprynę i porcelanową twarz Sasoriego. Aż dawna blizna na stopie zaczęła niemiło szczypać, jakby chciała się przywitać z właścicielem teatru.
           - Nawet jej ojciec ostrzegł nas, że będzie to trudna współpraca - Kolejny facet wyglądał jakby go mdliło, jego twarz miała dziwny zielonkawy kolor.
           - To ta dziewczynka zabiła mistrza Kakuzu i mistrza Hidana i mistrza Deidare? - Nagle zaraz obok mnie pojawiła się postać, która miała na twarzy dziwną, pomarańczową maskę, przypominającą trochę dynię. - A nie! - krzyknął mi do ucha. - Mistrz Deidara jest z nami!!! Yupi! - Dziwak zrobił mały piruet i pomachał w stronę blondyna.
           Byłam tak zażenowana i zdziwiona, że w panice znowu wybuchnęłam śmiechem, mając nadzieję, że to głupi sen i wcale nie widzę przed sobą tych tępych ludzi.
          - Enmo...
          Zamarłam.
          Ten głos przeszył mnie na wylot. Zacisnęłam pięści do takiego stopnia, że poczułam jak paznokcie lekko rozrywają mi naskórek. Echo wypowiadające moje imię odbijało się w mojej głowie, i wyraźnie czułam jego obecność. Nie wiedziałam czy był obok mnie, czy za mną, czy tuż przed moimi oczami. Nie widziałam nic. Nie czułam nic. Jakbym została sparaliżowana.
          - Na twoim miejscu nie byłoby mi tak do śmiechu...
          Serce przyśpieszyło, ręce zaczęły się trząść, a nogi miałam jak z waty.

          Zauważyłam je.
          Widziałam wyraźnie jak patrzą na mnie, przeszywają mnie. Aż do bólu...

          Te przeklęte, fałszywe, zimne....

                                                                  i cholernie piękne, czarne oczy.


O matko, jak mnie dawno nie było.
Obiecałam, że wrócę z tomem drugim i choćby nie wiem co, dokończę to co zaczęłam. 
Niestety muszę was przeprosić, że tyle mnie nie było, ale w moim życiu wszystko się zmieniło.
Zaraz po maturze (którą zdałam <3), przeprowadziłam się do Krakowa, znalazłam nową pracę, którą uwielbiam, a każdą złotówkę próbuję oszczędzić na studia zaoczne. I niestety nie posiadam laptopa, tylko komputer stacjonarny, którego do Krk nie mogę sprowadzić, dlatego jedynie co mi zostało to telefon, a na nim bardzo niewygodnie mi się pisze rozdziały. 
Postanowiłam jednak cokolwiek naskrobać i macie mini rozdział. Mogą pojawić się błędy, tak jak wspomniałam na telefonie bardzo trudno panować nad wszystkimi literówkami. 
Mam szczerą nadzieję, że jeszcze ktoś tu został i dalej będzie wyczekiwał mojej historii :)
A teraz czekam na komentarze! Oceniajcie, krytykujcie, albo napiszcie kropkę. Cokolwiek, żebym wiedziała, że jesteście ze mną :D